Outro

Opublikowano: 15 marca 2020

Fajrant

Graczem jestem praktycznie od dziecka, ale branżę gier od zaplecza zacząłem śledzić dekadę temu. Nałogowo chłonąłem wywiady z developerami (zwłaszcza u Matta Bartona), oglądałem przeróżne panele i prezentacje, prelekcje wygłaszane na GDC, Digital Dragons, Framework i innych podobnych konferencjach. Informacje serwowane bezpośrednio przez twórców to prawdziwa skarbnica wiedzy na temat gier. Tego typu treści wciąż mnie pasjonują. Nie da się jednak ukryć, że większość graczy nie interesuje się gamedevem, wkładem konkretnych osób w kształt współtworzonych przez nich gier. Dowodem jest chociażby to, jak wiele artykułów czy materiałów na youtube wymienia Briana Fargo jako twórcę Fallota.

W podobnym czasie tj. dekadę temu zacząłem przeglądać komentarze dotyczące moich ulubionych produkcji, ale też świeżo ukończonych tytułów. Wiecie – takie chwile, kiedy ukończyło się jakąś grę i pojawia się pytanie: czy innym też tak bardzo się spodobała? Albo przeciwnie: czy gracze narzekali na te same wady? Również momenty, kiedy z nostalgią wspomina się ulubione tytuły. Czytanie komentarzy pod poszczególnymi grami na jednym z największych polskich portali to dość egzotyczne doświadczenie. Niektóre wypowiedzi tak kaleczą język polski, że aż wywołują ból oczu. Uwagi graczy są mniej albo bardziej trafne, merytoryczne. Śledząc gamedev, zauważałem w nich zawsze dużo zarzutów, które wynikały z ignorancji, z przyjęcia przez autorów błędnych założeń, co triggerowało we mnie potrzebę uświadamiania niedoinformowanych „sędziów”. Zdarzały się również komentarze jak najbardziej merytoryczne. Nawet jeśli z częścią z nich nie do końca się zgadzałem, nie negowałem ich wartości, bo skłaniały do ponownego zastanowienia się nad poruszonym tematem.

Kiedy planowałem wystartować z tym blogiem, ponownie zacząłem czytać prasę branżową. Chciałem zobaczyć, jak się dziś pisze o grach – jak robią to opłacani przez wydawnictwa, zrzeszeni w redakcjach profesjonaliści. Po 15 latach przerwy znów sięgnąłem po największy polski magazyn o grach. Śledziłem zapowiedzi i publicystykę. Ta druga zwłaszcza była dobrą lekturą. Niestety, ilekroć trafiał się temat z mojego spektrum growych zainteresowań, autor jedynie ślizgał się po jego powierzchni, bo już dawno z pasją przeprowadziłem odpowiedni research i „wciągnąłem” mnóstwo artykułów, wywiadów, analiz, które badały dany temat dogłębnie i pozwalały wyciągnąć wnioski we własnym zakresie. Strasznie irytowały mnie współczesne recenzje, przypominające zlepek epitetów upchniętych na stronie, pozbawione argumentów stojących za formułowanymi opiniami, serwowane bez jakiegokolwiek kontekstu porównawczego. Były to teksty tak ogólne, że po przeczytaniu „informacji” zawartych na 1-4 stron wciąż nie wiedziało się praktycznie nic na temat gry. Trochę jak horoskopy – każdy dopasuje w nich coś dla siebie, ukuje własne wyobrażenie programu.

Z grami jak z każdym dziełem kultury jest tak, że podlegają subiektywnej ocenie. Każdy ma własny gust, a po rozłożeniu gry na elementy pierwsze, praktycznie każdy z nich ocenić można niezależnie i ilu ludzi, tyle będzie opinii. Kogoś porwie jakże sztampowa i odtwórcza historia Dragon Age: Origins, a wynudzi się przy ponadczasowym klasyku, jakim jest Planescape: Torment. Ktoś inny odwrotnie – będzie chłonąć każdą kolejną linijkę dialogów serwowanych przez Black Isle w filozoficznej podróży przez sfery w ciele Bezimiennego, ale nie powstrzyma ziewania przy tzw. najlepszej odsłonie smoczej sagi BioWare’u. Kogoś zachwycą towarzysze z pierwszego Star Wars: Knights of the Old Republic, ale rozczarują kompani Widzącego z Pillars of Eternity – inny zaś będzie miał odwrotnie. Ktoś z zamiłowaniem osłucha się soundtracku Michaela Hoeniga z Baldur’s Gate, a kompletnie nie zasmakuje w utworach Justina Bella, który wyraźnie inspirował się pracą niemieckiego kompozytora, tworząc ścieżkę dźwiękową do Pillarsów. Ktoś, kto nie gra w komputerowe RPG zachwyci się Wiedźminem 3 i krzyczeć będzie o nowych standardach gatunku – a ktoś inny, kto ograł sporą część role play’owej klasyki i szereg współczesnych produkcji spoza strefy komfortu mainstreamowego gracza uzna Dziki Gon za przeciętniaka z wieloma męczącymi wadami.

Każdy z nas ma inny gust, więc podobają nam się różne rzeczy i nie da się obiektywnie stwierdzić, że A jest lepsze od B lub odwrotnie. Gromadzimy zbiór indywidualnych doświadczeń, dorobek w dotychczasowym życiu gracza, a więc osobisty kontekst porównawczy, na którego tle oceniamy każdą kolejną grę. Przez gust i własny kontekst porównawczy traciłem kiedyś mnóstwo czasu na forach internetowych, forsując swoje opinie – co było oczywiście głupotą. Po ograniu Dragon Age: Inqusition przesadne gloryfikowanie Origins i równie przesadne krytykowanie Dragon Age 2 skłoniło mnie do założenia bloga. Chociaż opinię o Inkwizycji zacząłem pisać jako pierwszą, debiutanckim tekstem było zestawienie Heroes of Might and Magic III HD Edition z darmowym modem HD, bo w sieci krążyło dużo przekłamań na temat cech obu wersji najpopularniejszej części herosów.

Zobacz również:

Dodaj komentarz