Pillars of Eternity II: Deadfire – Forgotten Sanctum DLC

Opublikowano: 26 grudnia 2018

Po konfrontacji z Rymrgandem i Galawainem przyszła pora na Waela

13 grudnia zamiast „Teleranku” pojawił się Forgotten Sanctum DLC — ostatni dodatek do Pillars of Eternity II: Deadfire. Już na wstępie powiem, że warto po niego sięgnąć, bo prawdopodobnie jest to najlepsza przygoda, jaką ma do zaoferowania ta ogromna gra.

Lengrath
A Wy którą Llengrath spotkaliście?

Witaj w sanktuarium pełnym tajemnic

Przygodę inicjuje fala tsunami nadchodząca od strony Czarnych Wysp (Black Isles — Obsidian puścił tu oko graczom). W zależności od przebiegu przygód widzącego w Białej Marchii może tu dojść do spotkania z Llengrath. Jeśli jednak to nie nastąpi, gracz poczuje się nieco zagubiony przez brak wyraźnych wskazówek. Wówczas należy udać się na Czarne Wyspy do labiryntu z podstawowej wersji gry, w którego centrum otworzy się tajemne przejście, wiodące do Świątyni Objawienia.

Nowa Lengrath
Llengrath ver. 2.0

Zapomniane Sanktuarium to gigantyczny, podziemny kompleks. Składa się on z hallu — Świątyni Objawienia, skąd udać można się do jednego z dwóch skrzydeł. Jednym z nich jest przepastne archiwum, drugim zaś są tzw. kolekcje, które przypominają ogród zoologiczny pełen interesujących przypadków wartych zbadania lub obserwacji. Sanktuarium służy jednak wielu różnym celom — mniej lub bardziej ważnym — i zarządzane jest przez pewną organizację, o której strzępki informacji pojawiły się już w pierwszej części gry.

Wejście do Świątyni Objawienia
Wejście do Świątyni Objawienia

Eksploracja

W Świątyni Objawienia gracz spotka dwójkę arcymagów Eory — są nimi Llengrath i Tayn. Przez całą rozgrywkę będą służyć swą radą, informacjami i zlecą (lub nie) kilka zadań. Towarzyszyć im będzie także para chochlików wysłanych przez Arkemyra. Jeden z nich prowadzi sklep i specjalizuje się w… rozpryskach. Jeśli rozmawialiście z chochlikami w podstawce, będziecie wiedzieć, o co chodzi. Powiem tylko, że z jego pomocą możliwe będzie opracowanie nowej, potężnej bomby. Drugi z magicznych chowańców zajmuje się substancjami odurzającymi, które wprowadzą drużynę w trans, zapewniając jej odpoczynek niczym w gospodzie. To świetne rozwiązanie, gdyż zawarto w nim sporo humoru, premie wynikające z narkotykowego odlotu stanowią unikalny bonus do statystyk, a w czasie przygód będzie można znaleźć receptury na nowe mieszanki.

Mikstury chochlika
Proszę zapiąć pasy i przygotować się do odlotu!

Arcymagowie poproszą Widzącego o odnalezienie w kompleksie swojej koleżanki z kręgu — Maury. Czarodziejka Huana zapuściła się w nieznanym celu w głąb Zapomnianego Sanktuarium. W przeciwieństwie do Zimowej Bestii Forgotten Sanctum jest całkowicie nieliniowe. Kolejność eksplorowania obu skrzydeł kompleksu jest zupełnie dowolna. Co więcej, każde z nich składa się z szeregu obszarów. Kolekcje liczą sobie cztery kondygnacje. Archiwa z kolei pełne są tajnych przejść, rumowisk, skrótów, które pozwolą przemieszczać się między kolejnymi lokacjami, docierając do pozornie zamkniętych stref od drugiej strony. Gra nie ogranicza swobody poruszania się poza jednym tylko momentem fabularnym w połowie rozszerzenia.

Wtrącenia Konstantena
Według Konstanena pieśniarze są raczej rzadko spotykani

Nieliniowość i C&C

Dodam, że kolejność wykonywania zadań w Zapomnianym Sanktuarium wpływa na dalszy bieg przygody. Od tego, które ze skrzydeł ukończymy jako pierwsze, zależy m.in., którego z pary antagonistów spotkamy w połowie drogi. Wybory i konsekwencje są tu na porządku dziennym — zupełnie jak w podstawce. Wszystko, co gracz mówi, buduje reputację, a ta zmienia reakcje otaczającego świata. Każda, nawet najmniejsza decyzja lub działanie będące interakcją z otoczeniem, wybraniem alternatywnej drogi lub opcjonalnego sposobu na rozwiązanie zadania — to wszystko modyfikuje przebieg historii. Muszę przyznać, że liczba zmiennych zawartych w Forgotten Sanctum jest ogromna. Działania gracza mogą utrudnić lub ułatwić przeprawę do finału rozszerzenia. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich dodatkach, podjęte decyzje mają wpływ na zakończenie (tutaj wręcz kolosalny — dosłownie) oraz dodają kolejne slajdy na temat dalszych losów miejsc i postaci związanych z DLC. Niektóre mogą się okazać wręcz szokujące.

Dialog z Fassiną
Wszystko co mówi jest fassinujące

Przemierzając Zapomniane Sanktuarium, gracz zbiera informacje, które pozwolą zdobyć lub stracić zaufanie arcymagów. Zarówno Tayn, jak i Llengrath mają swoje własne cele, które częstą są przeciwstawne. Gracz decyduje więc, komu bardziej się przysłuży — o ile w ogóle. Poziom zaufania poszczególnych postaci wpływa na zlecenie pewnego zadania i nie zdziwię się, jeśli część graczy w ogóle go nie doświadczy (o czym można już przeczytać na oficjalnym forum gry). Nic też nie stoi na przeszkodzie, by członków kręgu po prostu zabić.

Dodatek zachęca, by do Sanktuarium zabrać ze sobą Alotha i Fassinę. Forgotten Sanctum podobnie jak poprzednie DLC znacznie rozszerza rolę pomocników. Fassina zyskała interaktywne dialogi, a jej wiedza o sprawach kręgu arcymagów prowadzi do interesujących spostrzeżeń podczas przygody. Jeśli jakimś cudem nie wykonaliście zadania w posiadłości Arkemyra i nie zwerbowaliście jeszcze Fassiny, ta przybędzie do Świątyni Objawienia wysłana przez swojego mistrza i wówczas można ją będzie od razu dołączyć do drużyny.

Pas Maury
Maura to bardzo niegrzeczna dziewczynka!

Bantery wśród kompanów są tu losowe, podobnie jak było w podstawce i innych DLC. Przechodząc Deadfire ponownie tym razem z Vatnirem i Mirke zauważyłem, że wypowiadają sporo kwestii również w zawartości podstawowej wersji gry, a NPC reagują na nich nawet podczas dialogów tła. W Pillars of Eternity II pełno jest sytuacji, w których program losuje, która z postaci towarzyszących Widzącemu odezwie się w danym momencie. W jednej z moich rozgrywek w Forgotten Sanctum ten przywilej często przypadał Vatnirowi i muszę przyznać, że jego teksty idealnie budowały charakter postaci i wywoływały sporo śmiechu.

Arcymagini Maura
Jakie jest ulubione ciasto zarodników? Pleśniak!

Klimat tajemnic

Forgotten Sanctum spowija wszystkie wydarzenia gęstą atmosferą wielkich tajemnic. Dodatek potrafi w graczu wzbudzić taką ciekawość, że samo odkrywanie kolejnych przejść, komnat i tego, co w sobie skrywają, stale wywołuje dreszczyk emocji. Jeśli graliście w Citadel DLC (dodatek do Mass Effect 3), mieliście szansę odwiedzić archiwa Rady Cytadeli. Zobaczyć część tych brudów ukrytych przez galaktyczny rząd i poznać prawdę na temat wydarzeń zatajonych przed opinią publiczną. W Forgotten Sanctum takich tajemnic jest wielokrotnie więcej. Archiwa skryte w czeluściach Czarnych Wysp przechowują kilometry ksiąg zawierających zakazaną wiedzę. Część z nich porusza historię Jelenioborza, która zdaje się różnić od tej powszechnie znanej. Inne sięgają czasu Engwitan. Należy jednak brać poprawkę, iż część rewelacji została umyślnie przeinaczona, by nikt nie odkrył prawdy. Mnóstwo jest tam jednak smaczków — nawet zmyślona historia Edera, czy nawiązanie do pracy pewnego kartografa z podstawki.

Meteoryt
Zapomniane Sanktuarium przypomina bardzo większą wersję Opactwa Upadłego Księżyca

Forgotten Sanctum jest też świetną okazją, by wtrącić do Pillars of Eternity II sporo mniej lub bardziej oczywistych nawiązań do prozy H. P. Lovecrafta. Nic nie przebije naćpanego Serafena, który zaczyna gadać o przedwiecznych śniących na dnie oceanu. Humoru nie ma tu na szczęście zbyt dużo i nie jest nachalny, chociaż czasem ociera się o łamanie czwartej ściany, jak Tayn grający z chochlikiem w RPG. Jeśli po zniszczeniu Caed Nua odzyskaliście czaszkę Concelhauta, ten również sporo będzie miał do powiedzenia i słucha się tego wszystkiego z przyjemnością — a i może mieć znaczenie w finale dodatku.

Walka z fanatykami Waela
Statyczne screeny nie oddają pięknych efektów towarzyszących walce

Nowe wyzwania

Liczba walk w Forgotten Sanctum nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły nas inne przygody na Archipelagu Martwego Ognia. Walki jest więc zdecydowanie mniej niż w pierwszej części gry. Obsidian uczynił jednak starcia dużo bardziej intensywnymi. Rozszerzenie oferuje wyzwania dla całkowicie rozwiniętych drużyn i takich też wrogów rzuca przeciwko nim. Gracz będzie się mierzył z wysokopoziomowymi kapłanami, mnichami, barbarzyńcami, którzy w kooperacji stanowią trudne do pokonania kompozycje wrogów. Pojawią się witraki dominujące umysły i paraliżujące awanturników, magowie rzucający zaklęcia z najwyższych kręgów. Księżycowe pająki leczące całe roje paskudztw. Gracz zmierzy się z nowymi rodzajami konstruktów, zarodników, szronowymi rathunami (odopwiednik lodowych olbrzymów), wynaturzeniami przypominającymi najstraszniejsze eksperymenty z gatunku body-horrorów, a nawet… z przybyszami z gwiazd.

Walka z witrakami
Walka z wiatrakami. Czy tam witrakami

Świetnie wypadają walki z bossami. Jak wspomniałem, na gracza czeka starcie z parą alternatywnych, humanoidalnych antagonistów, którzy dodatkowo występują w dwóch różnych wariantach i od przebiegu akcji zależy, w jakiej formie gracz ich spotka. Starcie to zostało ciekawie zaprojektowane, gdyż przeciwnik wykorzystuje w nim pewne urządzenie i trzeba brać pod uwagę otoczenie, w jakim rozgrywa się potyczka.

Drużyna Widzącego stanie naprzeciw horroru, którego nawet nie śmiem opisać. Ten, co ciekawe, posiada mechanizm szału, który odblokowuje użycie druzgocących zdolności dopiero wówczas, gdy jego poziom zdrowia zostanie sprowadzony na skraj śmierci. Ponadto graczom dwukrotnie przyjdzie się zmierzyć z głównym bossem rozszerzenia i finałowe starcie jest chyba najcięższym w całej grze. Żeby tego było mało, w Zapomnianym Sanktuarium są również cztery opcjonalne walki z minibossami. To czy gracz ich spotka, zależy wyłącznie od obranych kierunków eksploracji. Dwie spośród tych konfrontacji można zaś rozwiązać bez uciekania się do przemocy.

Wejście do Sanktuarium Tajemnic
Ktoś tam był przed Widzącym...

Potężne artefakty

Pokonywaniu trudności rzucanych graczom przez Obsidian spotyka się w Forgotten Sanctum z pełnym wynagrodzeniem. Standardowo można tu zdobyć liczne unikalne przedmioty, które zmodyfikują taktyki stosowane w walce i po wynalezieniu odpowiednich synergii pozwolą cieszyć się nowymi buildami postaci. Na uwagę zasługuje również zestaw artefaktów dla magicznych postaci, wśród nich maska oraz możliwe do duchowego przypisania szata, tarcza i różdżka.

Z ostatniego bossa wydropić można również chyba najpotężniejszy pierścień w grze. Na uwagę zasługuje także magiczna zbroja, która przypomina krwawy pancerz z pierwszej części gry (pozwala wpadać w szał).

Zbroja płytowa
Pamiętacie Krwawy Pancerz z pierwszych Pillarsów?

Zespół grafików zasługuje na uznanie

Forgotten Sanctum błyszczy pod względem graficznym. Lokacji jest sporo, ale wszystkie są zróżnicowane i posiadają unikalny klimat. Pełne są niesamowitych szczegółów — zwłaszcza obszar Skryptorium. Zdarzają się ciekawe przypadki opowiadania środowiskowego (rozsmarowane zwłoki na ścianach i podłogach). Jedna z lokacji przypomniała mi również to, co ojciec Dure (jeden z bohaterów powieści Dana Simmonsa) ujrzał w starożytnych labiryntach na planecie Hyperion. Wszystko to pod względem artystycznym prezentuje się po prostu bardzo ładnie, a z zastosowanym dynamicznym oświetleniem podkreśla, że Pillars of Eternity II wprowadził nową jakość w grach izometrycznych wykorzystujących prerenderowane, dwuwymiarowe tła.

Na pochwałę zasługują również trójwymiarowe modele nowych przeciwników. Jeden z nich, odpowiednik pillarsowej zwidobestii z D&D, przypomina serialowego „demogorgona” ze Stranger Things. Bardzo dopracowane i niesamowicie szczegółowe są wcześniej wymienione artefakty, które zdobyć można w dodatku. Najlepiej prezentuje się czerwony pancerz, bogato zdobiony złoceniami i rytami. Jest na czym zawiesić oko — a i tych, oczu właśnie, w dodatku nie brakuje. Część lokacji wywołuje z pamięci obszary łudząco podobne do uli obserwatorów w Baldur’s Gate II.

Eksploracja nowych obszarów
W palecie kolorów dominuje zieleń, fiolet i błękit

Co rozczarowało?

Na pewno brak nowych utworów na ścieżce dźwiękowej gry. To minus, który łączy w zasadzie wszystkie dodatki do Pillars of Eternity II. Jedynie Seeker, Slayer, Survivor wprowadził jeden temat bitewny, ale nawet to wydaje się zbyt skromnym wpływem departamentu dźwięku w strukturach Obsidianu. Rozczarowuje również brak pewnej reaktywności — otóż członkowie kręgu nie reagują na potencjalną śmierć Arkemyra z rąk Widzącego. Lekkie rozgoryczenie wywołał we mnie również wpływ na finał, jaki wywrzeć można za sprawą Forgotten Sanctum. Z jednej strony wprowadza opcję specjalnej interwencji podczas spotkania z Eothasem, ale to wszystko dzieje się zbyt późno, bo ten mimo wszystko osiąga swój pierwotny cel. Różnica wychodzi wówczas w potencjalnych konsekwencjach.

Lodowi giganci świata Eory
Szronowi Rathunowie

Czy warto?

Jak najbardziej. Pierwsze ukończenie dodatku na poziomie trudności Ścieżka Potępionych zajęło mi 10 godzin. To nie tylko najlepsze DLC do Pillars of Eternity II, ale też jedna z najlepiej poprowadzonych przygód w grze, która oferuje bardzo spersonalizowane doświadczenie. Mnie ucieszyła zwłaszcza możliwość dołączenia do Kręgu Arcymagów Eory. Oczywiście nie następuje to w samym rozszerzeniu, ale pierwszy raz Widzący nie spotyka się z odrzuceniem tego pomysłu. Przeciwnie — jego kandydatura jest akceptowana i zostaje zaproszony na próby (w bliżej nieokreślonej przyszłości, tj. Pillars of Eternity III — jeśli kiedyś nastąpi).

Premiera Forgotten Sanctum nie jest też żadnym pożegnaniem z drugą częścią Pillarsów ani osobą Widzącego. Obsidian podkreślał, że to ostatnia porcja zawartości fabularnej, ale obiecują wspierać grę przez kolejne kilka miesięcy. Już dziś wiadomo, że studio pracuje nad implementacją trybu, który pozwoli rozegrać wszystkie walki w grze w sposób turowy. Kolejne patche wprowadzają megabossów, nowe wyzwania, nowe przedmioty i przede wszystkim — nowe wyważenie rozgrywki.

W najświeższym patchu, który zadebiutował wraz z trzecim dodatkiem, Obsidian rozszerzył możliwości kreacji postaci. Każda z występujących w grze profesji otrzymała kolejną podklasę do wyboru, wśród nich m.in. kapłan Woediki, paladyn Stalowej Garoty, mag krwi, taktyk czy mistyczny łucznik. Gra stale się rozwija.

Cela Bekarny
Mieszka tu czarodziejka, której podarować trzeba gwiazdkę z nieba

Nie będę ukrywał, że Deadfire jest dla mnie tym, czym niemal dwie dekady temu był Baldur’s Gate II. Gigantyczną grą, która sprawia mi mnóstwo frajdy samymi mechanizmami rozgrywki. Biorąc pod uwagę, ile w grze dostępnych jest klas postaci, podklas, możliwości ich multiklasowania, unikalnych przedmiotów modyfikujących rozgrywkę (przechodząc PoE 2, zaczynam myśleć o co najmniej dwóch kolejnych drużynach awanturników, a nie poznałem jeszcze wszystkich kompanów!), otwiera się przede mną perspektywa lat wyśmienitej zabawy z tytułem Obsidianu. A kiedy doda się do tego, całkowicie już obiektywnie, że Deadfire ma bardziej otwartą konstrukcję i nieliniowość wraz z bogatymi opcjami role play’u i reaktywności na miarę klasycznych Falloutów czy Arcanum, może się okazać, że planowany przeze mnie powrót do drugich Wrót Baldura nie będzie mnie już tak cieszył, jak dawniej.

Pillars of Eternity II wyszło w maju tego roku, a już nabiłem w grze 350 godzin. Pozostaje mi wyłącznie polecić ten tytuł — zwłaszcza teraz, gdy większość błędów została wyeliminowana, a dodatki czynią przygodę Widzącego kompletną. Pozostaje tylko liczyć, że Microsoft, ani tym bardziej słabe wyniki sprzedaży nie zaprzepaszczą szansy powstania kontynuacji, gdyż Forgotten Sanctum DLC sugeruje, że sporo na temat Eory można jeszcze opowiedzieć.

Tymczasem znikam, nadrobić w końcu Divinity: Original Sin. Hell, it’s about time!

Bestiariusz rozszerzenia
To Demogorgon! Zawołajcie El!

Podsumowanie:

Zobacz również:

Dodaj komentarz