Dragon Age: Inquisition – Jaws of Hakkon DLC

Opublikowano: 17 maja 2015

Jak witają się inkwizytorzy?

Po finale Dragon Age Inquisition wręcz nie mogłem doczekać się rozszerzenia, w którym BioWare nie bałoby się zagrać w otwarte karty. Jednak po podbiciu stawki w epilogu Inkwizycji, Kanadyjczycy, zamiast wyciągnąć karetę asów z rękawa, rzucili całą rękę na stół, pasując w tej kolejce. Szczęki Hakkona zaoferowały wątpliwą przygodę, niemal oderwaną od rewelacji elfiego panteonu.

Jaws of Hakkon
Przypomniało mi to komentarz Cespenara w Throne of Bhaal, kiedy znalazł w plecaku halabardę Pustoszyciel

Szczerze liczyłem chociaż na trzymający wysoki poziom, mocno skondensowany fabularny content w stylu DLC do serii Mass Effect. Chciałem dostać dwie do czterech godzin rozrywki w formie przypominającej główny wątek Inkwizycji — balans dialogów, walki i filmowych cutscenek. Cena 45 zł z pewnością zrekompensowałaby zaprzężenie studia do nakręcenia dodatkowego materiału z motion capture, kilkumiesięcznych sesji nagrań głosowych i opłacenia level designerów, animatorów, grafików, dźwiękowców i scenarzystów. Niestety taniej i łatwiej było stworzyć kolejny pusty sandbox, zamieszkały przez bohaterów neutralnych, których imion już nie pamiętam, a skończyłem grę dosłownie piętnaście minut temu.

Szczęki Hakkona mają dokładnie to, co każda inna duża lokacja z podstawowej gry, a także brakuje im tego, czego nie doświadczyliśmy również w Inkwizycji. W skrócie — w DLC znajdziemy więcej tego samego. Nie jest ani lepiej, ale na szczęście — ani gorzej.

Kotlina Mroźnego Grzbietu
To może wydać się zabawne, ale wierzchowiec bardziej przydaje się do bezpiecznych upadków z wysokości niż pokonywania dużych dystansów

Kotlina Mroźnego Grzbietu

Nowa lokacja nosi nazwę Kotliny Mroźnego Grzbietu. Wygląda jak połączenie ojczystej planety wookiech — Kashyyyku, leśnego księżyca Endor i parku jurajskiego. Spotkamy tam gigantyczne drzewa, wokół których wzniesiemy obozy inkwizycji, gęstą bujną roślinność i typową dla kinowych adaptacji książek Michaela Crichtona dżunglę, przeciętą płytką rzeką, bagnami i wypchaną stadami dinozaurów… znaczy się czychaczy. Cała lokacja prezentuje się naprawdę ładnie. Do tego z powodzeniem testuje cierpliwość gracza za sprawą swej nierównej rzeźby terenu, znaczonej spiralnymi ścieżkami, pnącymi się na krawędziach licznych wąwozów. Całość skrywa okazałe ruiny pozostawione przez Imperium Tevinter i gród plemienia Awarów, z którymi przyjdzie nam się zaprzyjaźnić. I znów, jedynymi czynnikami motywującymi mnie do eksploracji i wykonywania zadań pobocznych były widoki nowej miejscówki i poukrywane na każdym kroku wpisy do kodeksu (a tych jest chyba 40). Plusem jest dynamizm odwiedzanej lokacji, może nie tak zaawansowany, jak w Crestwood, ale parę elementów otoczenia podczas rozgrywki ulega zmianie.

Eksploracja nowego obszaru
Wannabe Icewind Dale

Historia opowiedziana w Szczękach Hakkona nie porwała mnie z początku w ogóle. Rzekłbym, że odrobinę zmuszałem się do gry. Kiedy jednak po wypełnieniu wszystkich nieistotnych pseudozadań pobocznych i poboczniejszych, wziąłem się wreszcie za wątek główny dodatku — nie było źle. Fabuła rozkręciła się całkiem przyjemnie, wzbogacono ją o kilka strategicznych elementów planowania podczas eksploracji głównej lokacji fabularnej. Tajemnice, jakie czekają na graczy w omawianym DLC, dotyczą bezpośrednio korzeni organizacji Inkwizycji, kultury i historii Awarów, Poszukiwaczy i rytuału wyciszenia. Nie zabrakło też motywów nawiązujących do teorii powstałych wskutek epilogu podstawowej gry. Znajdziemy pewne zabytki i odkryjemy wspomnienia, które utwierdzą nas w przekonaniu zbudowanym wokół problemu wspólnego panteonu bogów Thedas. Cutscenek w czasie gry nie było zbyt wiele, ale porównując do innych eksplorowanych lokacji z podstawowej wersji, wypadałoby zaznaczyć chwalebny fakt, że w Szczękach Hakkona jakieś przerywniki i kinowe dialogi się pojawiły.

Szczęki Hakkona
Bez obaw - w wodzie nie ma pijawek. Pijawki są w Kanadzie...

Więcej tego samego

Twórcy nie szczędzili żartów. Znów przyjdzie nam wydać zabawny osąd. Bantery drużynowe i reakcje naszych towarzyszy na wydarzenia trzymają wysoki poziom znany z podstawki i innych gier BioWare. Czasem podczas eksploracji znajdziemy coś, co wywoła uśmiech na znudzonej twarzy. Przygoda w Kotlinie Mroźnego Grzbietu da się pewnie ukończyć w 2-3 godziny, ale liżąc ściany i zjadając nazwy zadań wyryte w dzienniku, można wydłużyć ten czas nawet do 8. Grając na koszmarze, wynik sięgnął 10 godzin, a to za sprawą zastosowania skalowania poziomu przeciwników. Walki stały się naprawdę trudne. Momentami z niedowierzaniem patrzyłem na ospale kurczące się paski żywotności przeciwników. Pierwszy z dwóch bosów dodatku napsuł mi krwi, za to tytułowy Hakkon w postaci smoka był jednym z łatwiejszych wielkich gadów, jakie spotkać można w Inkwizycji. Przynajmniej jego zionięcie miało cholernie ładne efekty cząsteczkowe…

Jaws of Hakkon DLC Inkwizytor
O, Inkwizytorze. Mój Inkwizytorze!

Do kogo skierowano Szczęki Hakkona? Myślę, że każdy, komu spodobała się podstawka, znajdzie w tym rozszerzeniu kilka godzin dodatkowej zabawy. Warto jednak zastanowić się, kiedy po omawiany dodatek sięgnąć. Powrót do Thedas prawie sześć miesięcy po ukończeniu Inkwizycji wydawał mi się przez większość czasu przygodą wyrwaną z kontekstu. Immersja ucierpiała przez długą przerwę, a i zapis po finale podstawki nie pozwolił mi zabrać do Kotliny Mroźnego Grzbietu jednego ze stałych kompanów z mojej drużyny. A podejrzewam, że osobnik ten miałby parę ciekawych rzeczy do powiedzenia. Ostatecznie, więc jeśli tylko jesteście w stanie przeboleć nużącą przez większość czasu eksplorację, albo jesteście fanboy’ami (fangirlami?) Dragon Age to śmiało — nie będziecie żałować. W innym wypadku odradzam. Sam zmieniłem swoje zdanie na bardziej pozytywne tylko ze względu na satysfakcjonujący szturm na lodową świątynię, a także sentyment tego, co tam zastałem. Wątek ten przypomniał mi po prostu wspaniałe chwile spędzone w Icewind Dale i opowieść o poświęceniu Jaroda.

Hakkon
Hakkon the freshmaker

Podsumowanie:

Zobacz również:

Dodaj komentarz