Recenzja książki „Mass Effect: Andromeda – Inicjacja” – N. K. Jemisin, Mac Walters

Opublikowano: 01 marca 2019

Fabularne DLC na papieprze

Mass Effect: Andromeda – Inicjacja to druga z cyklu powieści towarzyszących premierze spin-offa space opery studia BioWare. Po raz kolejny mamy do czynienia z prequelem Andromedy. Tym razem współautorami opowiedzianej historii są Nora K. Jemisin oraz Mac Walters. Ta pierwsza znana jest miłośnikom ogólnie pojętej fantastyki za sprawą Trylogii Pękniętej Ziemii, gdyż jej dorobek został wielokrotnie wyróżniony nagrodą Hugo. Maca Waltersa znają z kolei fani serii Mass Effect, przy której pracował jako scenarzysta. To właśnie on pojawił się w krytycznym momencie produkcji Andromedy, wyciągnął jej prototyp z developerskiego piekła, w jakim bezowocnie spędziła kilka lat i wyznaczył kierunek rzeczywistych prac nad grą na jakieś 1,5 roku przed premierą.

Cora Harper
Dla tych, co nie wiedzą

Inicjacja przybliża czytelnikom postać Cory Harper – byłej porucznik Przymierza Układów, która dopiero co zakończyła udział w specjalnym programie wojsk sojuszniczych ras Cytadeli o nazwie „Valkiria”. W jego ramach Harper służyła w oddziale komandosów asari. Cora jest jednak wyrzutkiem, alienowanym przez ludzkie społeczeństwo, w którym strach wywołują ponadprzeciętne i wciąż rzadko występujące umiejętności biotyczne. Pomimo perfekcyjnego przebiegu służby w oddziale „Córek Talein”, będąc człowiekiem, również nie do końca pasowała do łowczyń asari, dzielących ze sobą kilkaset lat wspólnego doświadczenia bojowego. Cora wraca więc do zdominowanej przez ludzi przestrzeni Przymierza, próbując odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na horyzoncie pojawia się jednak alternatywa. Romantyczna wyprawa do wcześniej nieosiągalnych gwiazd – Inicjatywa Andromeda zrzeszająca wyrzutków takich jak Harper.

Komandos asari
Z książki dowiemy się, że Córki Talein nie były idealne

Cora, przyłączając się do sił ekspedycji, dostaje jedno zadanie od pioniera, Aleca Rydera. Ma odzyskać potężną technologię skradzioną Inicjatywie Andromeda przez nieznanych sprawców. W misji pomoże jej „wirtualna” inteligencja, imieniem SAM-e. Nie zamierzam zdradzać więcej szczegółów, bo powieść ma kilka zwrotów akcji, które lepiej poznać samemu. Intryga wpasowuje się tematem przewodnim w uniwersum Mass Effect, co można traktować albo jako przejaw spójności settingu, albo odebrać jako powtarzalność wątków według dobrze już nakreślonego schematu na linii konfliktu organicy-syntetycy.

Romans z Corą
Bliskie spotkania trzeciego stopnia, wersja por...-ucznik Harper

Treść książki przybliży czytelnikom przede wszystkim postać Cory i jej relację z Ryderem seniorem, który wysłał byłą porucznik na samodzielną misję również z paru ukrytych powodów. Na pierwszy plan wysuwa się jednak stopniowo budowana więź między Harper i SAM-e. Jest to najmocniejszym wątkiem powieści. Autorom udało się nie tylko nakreślić dynamiczny rozwój relacji między hostem i symbiotyczną SI, ale też przedstawić spektrum możliwości, jakie neuroimplant jest w stanie wdrożyć, zapewniając użytkownikowi przewagę na wielu polach. Po lekturze powieści nabiera sensu fakt, iż pionierami Inicjatywy mogły zostać wyłącznie jednostki zsynchronizowane ze sztuczną inteligencją. Wyjaśnia się również, dlaczego wybrańcy ci są tak nieliczni. Wątek ten nadaje jakże brakującej wcześniej wiarygodności u jednej z podstaw fabularnych Mass Effect: Andromeda.

SAM
Sam to skrót od Samantha...

Również z byłym N7 spędzimy więcej czasu właśnie podczas czytania, a nie grania w Andromedę. Jeśli podczas przygód w niesławnej produkcji BioWare, odkryliście tajemnice rodziny Ryderów, poznaliście prawdziwy cel powstania SAM-a, który był zupełnie oderwany od misji Inicjatywy. Jak się okazuje po lekturze najnowszej książki, Alec planował dla swojego trzeciego „dziecka” coś więcej, kiedy to spełni już cel swojego programu. W sumie to zaskakujące, jak wiele elementów historii opowiedzianej w grze zostało uzupełnionych w tej książce.

Duet pisarzy idealnie oddał ducha uniwersum na kartach powieści. W przeciwieństwie do „Nexus Początek”, w Inicjacji nie ma tanich odniesień i tworzonych na siłę porównań do poszczególnych elementów settingu. Mac Walters zadbał o spójność wizji. Cora odwiedzi parę miejsc znanych z gier. Każdy rozdział poprzedzony został krótką wstawką, która dodatkowo zakorzenia całą historię w świecie bardzo dobrze poznanym przez graczy. Jedyne, do czego mogę się przyczepić w tej kwestii, to ponowne przedstawienie biotyki za pomocą widowiskowych, błękitnych fajerwerków, podczas gdy w wizji Karpyshyna wizualny aspekt wykorzystania ciemnej energii przypominał falowanie powietrza.

Bariera biotyczna
Blue monday every day

Lekkim rozczarowaniem jest to, że książka nie dostarcza dodatkowych przesłanek na temat potencjalnego pokrewieństwa Cory z Jackiem Harperem. Wciąż pozostaje to w sferze domysłów opartych na zbieżności nazwisk oraz imieniu nawiązującym do przyjaciółki Jacka. Niemniej jednak Inicjacja ma kilka innych tajemnic, które dadzą się odkryć podczas czytania.

Mass Effect: Andromeda – Inicjacja polecam wszystkim fanom serii. Zwłaszcza tym, którym podobała się ostatnia odsłona. Powieść nie jest zbyt długa, napisana została lekkim stylem, przez co czyta się ją bardzo szybko, a bohaterowie naprawdę wzbudzają sympatię. Podobnie jak u Karpyshyna i przeciwnie do „Nexus Początek”, mają tu miejsce momenty, kiedy ciężko oderwać się od lektury.

Książka
Szkoda, że dotarł do mnie uszkodzony egzemplarz

Ponownie minus należy się Wydawnictwu Insignis za wykonanie książki. Projekt okładki nie jest zbyt ładny, wypada nieco gorzej od przeciętnej grafiki zdobiącej poprzednią powieść. I ten cholerny laminat znów roluje się od dolnych krawędzi okładki, nawet jeśli czytelnik obchodzi się z książką jak z jajkiem. To dziwne, bo Insignis stać na pewno na więcej. Nadrobiłem ostatnio „Tekst” Dimitry Glukhovsky’ego, który wygrałem w konkursie Trzynastego Schronu i tamto wydanie po przeczytaniu nie nosi śladów używania. Może różnica wynika z samej okładki („Tekst” ma miękką, ale broszurową).

I minus dla sklepu empik.com – ponownie! Książka miała rozdarty grzbiet. Wydaje mi się, że uszkodzenie musiało istnieć przed nadaniem paczki. Jeśli nie macie możliwości odbioru towaru w salonie Empik, odradzam zamawianie książek, zwłaszcza ciężkich i w twardej oprawie. Raz skusiłem się na promocje artbooków, zamówiłem wówczas trzy. Okazało się, że geniusze z magazynów empik.com bez owinięcia artbooków w folię bąbelkową czy chociażby papier wrzucili je do miękkiego kartonu o większym rozmiarze, nie zabezpieczając książek przed przemieszczeniem. W efekcie jeden artbook miał zgniecioną okładkę i wnętrze, drugi rozdartą okładkę, a trzeci niezauważalne wgnieceniu na grzbiecie. Na szczęście nie było problemu z reklamacją i zwrotem pieniędzy. Po przejściach z morele.net nauczyłem się, by od razu sporządzać odpowiednie pismo i powoływać się w nim na konkretne artykuły i paragrafy.

Cora Harper
Ojciec? Zindoktrynowany...

Zobacz również:

Dodaj komentarz